obozy żeglarskie

Na morze nie ma mocnych czyli obozy żeglarskie

W Internecie lub w różnych czasopismach można się często natknąć na psychotesty, które mają za zadanie określić, jaki jest twój żywioł. Ja nigdy nie musiałam ich robić, bo zawsze wiedziałam, że najbardziej czuję się związana z wodą.

Obozy żeglarskie to pomysł ojca

obozy żeglarskieMieszkam na pojezierzu, gdzie praktycznie każde miasto leży nad jeziorem i jest omotane plątaniną rzeczek i strug. Szybko nauczyłam się pływać w jednym z okolicznych zbiorników wodnych, a wtedy mój ojciec wpadł na pomysł, żebym zaczęła jeździć na obozy żeglarskie organizowane w pobliżu. Kiedy podrosłam, zrobiłam kurs żeglarski i udało mi się uzyskać patent żeglarski, którym mogłam szpanować wśród znajomych. Pływałam świetnie i kochałam nurkować. Teraz wiem, że byłam zbyt pewna siebie i pyszna, a z wodą nie ma żartów, bez znaczenia, czy masz patent sternika motorowodnego, czy nie. Uświadomiło mi to całkowicie błahe z pozoru wydarzenie. Podczas wakacji zdecydowałam się, że pojadę nad morze z rodziną, żeby odpocząć od żeglowania na pewien czas. Plażowałam i przeskakiwałam fale, ale cały czas kusił mnie banan ciągnięty przez motorówkę gdzieś tam daleko. Spadanie z takiego czegoś wyglądało na niezłą zabawę, do tego wierzyłam we własne siły ni nie przypuszczałam, żeby tak łatwo można mnie było zrzucić. Myliłam się – na banana po prostu nie ma mocnych i każdy prędzej czy później zleci. Po jednej w wywrotek usiadłam na samym dziobie banana, podrzucało mnie tam do góry straszliwie, aż w końcu siła podrzutu fal wyrwała mi z rąk uchwyty i spadłam do wody, a banan z załogą odpłynął.

Znalazłam się sama w morzu, dopiero teraz zauważyłam, jak daleko jesteśmy od brzegu i jak straszna jest głębia pode mną.